piątek, 24 lutego 2012

Na dobry początek...



    • Jestem!Na przekór wszystkim, którzy kazali rodzicom mnie zostawić i "starać się o drugie dziecko",żyję znacznie więcej niż 5 lat,które mi wróżono.Widzę,słyszę, mówię (za dużo,chociaż czasem się uda w miarę mądrze ).
      Uciekłam przed "zabawami rehabilitacyjnymi",ubierałam lalki, oglądałam "zza szyby"jak dziewczynki "skaczą w gumę"(Ach...poskakać...!).Czytałam,czytałam,czytałam...byłam geniuszem,który nauczył się czytać w wieku 4 lat...
      Rodzina nazywała mnie"Jasiem",bo miałam krótkie włosy), a jednocześnie istniałam jako słodka blondynka w kolorowych spódniczkach.Nauczycielki zrobiły ze mnie laleczkę, od której nie wolno wymagać, bo się rozleci.
      To wszystko w przerwach między kolejnymi operacjami,rehabilitacją, która podkreślała to, co we mnie nie działa.
      Odcinek drugi-liceum:Szkoła z internatem. Humanistka w Liceum Ekonomicznym,"grzeczna dziewczynka"w internacie,w którym było wszystko,co kto chciał i nie chciał.Po drodze jakiś Kuba się pojawił (Matko,ależ on miał oczy!). Koleżanka A.,piękna dziewczyna!Narkomanka, która straciła nogi. Grupa takich samych wykluczyła ją, bo była trochę bardziej zbuntowana i kolorowa chyba też.Ja miediowałam pomiędzy,bo miałam szczęście dzielić z nią pokój.
      Nazywaliśmy jasne, kolorowe miejsce w konstancińskim lesie "gettem"- masa nieszczęśliwych "kulawych" w jednym, bezpiecznym miejscu, w środku lasu, z dala od ludzi ...Klasyka!
      Grzeczna dziewczynka postanowiła zostać psychologiem(początkowo polonistką, ale nie mogłam wybaczyć swojej nauczycielce nieznajomości "Mistrza i Małgorzaty".Albo dziennikarką, ale poznałam pytanie"Dlaczego Pani Tańczy" ). Chyba chciałam zbawiać świat .Zostałam

Muzeum Osobliwości...?

Jestem posągiem,a tych się nie słucha i tak naprawdę nie patrzy się na nie zbyt uważnie...Można jednak posąg wykorzystać,ma ktoś pomysł, w jakim celu?