piątek, 9 marca 2012

Scena przeniesiona...

Kłucie, "lekarstwa",czyli trucizna ratująca życie, "jest pani na wózku,krótsza noga nie będzie pani przeszkadzała",ćwiczenia z przemiłymi ludźmi,którzy z poświęceniem i uporem i dobrymi intencjami pracują nad "usprawnianem",co owszem, działa, ale skupia ciągle,mimochodem, niemal niezauważalnie, ale uparcie myśl na tym, co "zepsute"..."Dziecko uszkodzone"...usłyszałam kiedyś na wykładzie,zostawić, urodzić następne..."Szwów przecież i tak nie widać"..."Szkoda,że jest Pani na wózku,taka Pani śliczna!"....
  Tak przez lata...aż tu nagle..kilkanaście sekund w piątkowy wieczór,które nie pozwalają oddychać,biorę M.za rękę, nie mogę,nie chcę,nie potrafię być w tej chwili sama...Bezradność,żal,wściekłość,zdziwienie,rozpacz...CO ONI MI ZROBILI?!?Dobre intencje, które zabierają ciało, "wadliwie","uszkodzone"...Ratują życie, ale nie pomagają go kochać...Ulga,przytulenie...miękkie,zimne,gładkie...na parapecie, na karku, na podłodze....MOJE!!!
"Jest Pani śliczna...niech tak zostanie...":)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz